Podsumowanie roku 2018

    Czas przemija szybko, wręcz niewiarygodnie szybko i niebezpiecznie... Dobrze, że chociaż dalej się jeździ! 

    Pod kątem zawodowym niewiele się zmieniło. Za to było trochę zawieruchy w życiu prywatnym - kolejna zmiana miejsca zamieszkania. Nowe lokum, większe, fajniejsze, położone na ostatnim piętrze, w zdecydowanie cichszej okolicy, niestety ma jedną dużą wadę - jest położone zdecydowanie bliżej miejsca pracy. Jeszcze cztery lata temu miałem do pracy ponad 24 km w obydwie strony, następnie przez następne 3 lata było to prawie 29 km. Ostatnie 5 miesięcy 2018 roku to już tylko 9 km w dwie strony. Jako, że dojazd do pracy bardzo często stanowił większościowy udział w kilometrażu to na rok 2019 i kolejne przewiduję spadek przejeżdżanych kilometrów. No chyba, że zmobilizuje się do jazdy w weekend, ale na to się nie zanosi - Syn aż tak nie uwielbia roweru,
choć w 2018 roku ponad 230 km zrobił. 

    Wpisując roczny przebieg do statystyk, zauważyłem, że w 2019 roku powinno pęknąć mi 100 000 km zrobionych na rowerze począwszy od roku 2000.

    W 2018 roku udało się zorganizować dwie wyprawy z sakwami. Pierwszą - letnią, raptem 10 dniową z racji załamania pogody oraz drugą - jesienną, czterodniową. Obydwie odbyły się z moim wieloletnim kompanem Jakubem, który wrócił pomyślnie
do jazdy na rowerze, choć nie bez problemów.

    Z nowinek technologicznych to nie mam co nadmieniać. Standardowo wymiana napędu na początku wiosny i tyle. Jeżdżę na tym co mam, aż do całkowitego zużycia. Ubrań rowerowych od lat nie zmieniałem (tylko piorę) - przecież poliester praktycznie jest wieczny ;-) Rower Merida osiągnął przebieg równy prawie równikowi ziemskiemu!
Z oryginału prócz ramy, pozostało jeszcze kilka rzeczy, które przeżyły ten okres.

    Korzystając z okazji, każdemu Czytającemu, chciałbym życzyć Wszystkiego Dzikiego w Nowym Roku 2019.

Wojciech Daniun