Podsumowanie roku 2010

    Rok 2010 nie zapowiadał się przyjemnie. Nękany chorobami, z których nie mogłem wyjść (m.in. przewlekły kaszel i alergia) spowodowały, że nie mogłem rozpocząć sezonu o czasie, a i w okresie wiosennym intensywność jazdy musiała ulec zmniejszeniu.

    Ze względu na stan zdrowia całkowicie zrezygnowałem ze startów w Mazovia MTB, zresztą nagrody i przyjemność ze ścigania się nie rekompensowały włożonej kasy oraz uszkodzeń roweru (pamiętam złamaną sztycę w 2009 roku).

    Na początku sezonu starałem się jeździć w grupie - najczęściej z Damianem. Dwa miesiące przed planowaną wyprawą zintensyfikowałem treningi, przekraczając 200 km w jeden dzień. Co było zastanawiające, podczas jazdy na rowerze kaszel zmniejszał się, co napawało mnie optymizmem i zmuszało do dalszej jazdy ;-)

    W tym roku chyba najwięcej jazd do pracy odbyłem za pomocą jednośladu. Dzięki Pawłowi poznałem trasę PKP wzdłuż ulicy Jagiellońskiej i Modlińskiej. Próbowałem także z kolegą Rafałem znaleźć gruntową drogę wzdłuż Marywilskiej (ostatnia prosta do pracy), jednakże nie była ona satysfakcjonująca, a przechodzenie tunelem kolejowym nie było miłe, jednakże wszystkie urozmaicenia powodowały, iż dojazd do pracy rowerem nie stał się monotonny.

    W roku 2010 było parę zakupów rowerowych: komplet opon Continental okazyjnie kupionych po wyprawie na następną wyprawę :) , klocki hamulcowe, lusterko (odkrycie roku!) i inne mniejsze gadżety. Z rzeczy, któe uległy zniszczeniu muszę wymienić obręcz w Authorze, która od samego złożenia sprawiała problemy (nie polecam warsztatu przy Dobrej!, szprycyhy były od początku za mocno napięte), swoje przejechała, ale stan w jakim teraz jest, jest opłakany - w parunastu miejscach widać pęknięcia na obręczy, w tym jedno chyba na wylot! Poniżej zamieściłem zdjęcia po dzisiejszym (09.01.2011) wymyciu Authora:

pierwsze_holenderpierwsze_holender

Struktura jazdy na obydwu rowerach w roku 2010 przedstawia się następująco:

Author 3 287 km (56,39%)

Merida 2 542 km (43,61%)

Suma 5 829 km

    Jak widać z powyższych wartości, dojazd do pracy rowerem był kluczowy w osiągnięciu rekordu przebiegu rocznego. Śmiem stwierdzić, iż samochodem w roku 2010 przejechałem około 4 500 km, co stanowi niespełna 80% jazdy na rowerze. Sekretem tego był fakt, iż używałem roweru na co dzień, a nie tylko w weekend'y. Rowerem jeździłem dokąd tylko się dało: do rodzinnego domu, do znajomych, do brata, po sklepach. Dobry u-lock oraz oznakowanie roweru skutecznie odstraszało amatorów złodziejstwa.

    Przez ostatni miesiąc intensywnej jazdy, tj. w październiku, nie liczyłem przebiegu rocznego. Na początku listopada pojawiła się szansa na nowy rekord roczny przebytego dystansu. Ponowne pojawienie się kaszlu pokrzyżowało trochę plany, ale paręnaście dojazdów do pracy i na squash'a spowodowało, iż Nowy Rok przywitałem z uśmiechem na twarzy, choć muszę podkreślić, iż ostatnie wyjście na rower pod koniec grudnia stało się przyczyną choroby (wzięcia antybiotyku), ale było warto :) 

    Zdaję sobie sprawę, iż sporo mi brakuje do rozsądnych przebiegów 7000-8000 km/rocznie, ale uważam, iż na mój styl pracy, obowiązki domowe i stan zdrowia rok 2010 można uważać za spełniony. Brakowało jedynie Night Challenge'ów, do których jednak planuję powrócić w roku 2011.

    Korzystając z okazji, każdemu Czytającemu, chciałbym życzyć Szczęśliwego Nowego Roku 2011, niekończącego się łańcucha i pary w nogach! Na koniec przytoczę parę zdań z książki Armstrong'a (przepraszam za język obcy, ale tłumaczenie nie będzie oddawało głębi myśli Autora):
"Even in the midst of a hard day on a bike, beneath every pain and stress is the sense of relief and pleasure that I'm able to ride again. I ride to prove that in scientific and highly mechanized era, the human body is still a marvel. "

Wojciech Daniun