Duchna Droga nocą... obalamy mit złej sławy

    25 kwietnia 2010 roku w niedzielę zmęczony po pracowitym weekendzie na uczelni, włączyłem telewizor i bezwiednie przełączałem kanały szukając czegoś ciekawego. Na jednym z programów natrafiłem na dość ponurą scenerię i postanowiłem chwilkę się zatrzymać. Niebawem pojawiła się mapka z informacją, iż opisywane miejsce znajduje się dwadzieścia parę kilometrów od centrum stolicy na obrzeżach Kampinoskiego Parku Narodowego od strony południowo-wschodniej. Niedługo potem okazało się, iż według naocznych świadków tam straszy. 

    Okazało się później, iż oglądałem program o tytule "Przeklęte rewiry" emitowany w stacji TVN Warszawa. Jest on poświęcony miejscom, z którymi wiążą się niesamowite opowieści. Domy i mieszkania nawiedzone przez duchy czy też place, wieżowce i budynki użyteczności publicznej, gdzie zdarzyły się niewytłumaczalne zjawiska, a opisywane miejsce znajduje się między Laskami a Izabelinem.
    Zachęcony informacjami z programu TV wszedłem w sieć i znalazłem następujące sytuacje świadczące o nawiedzeniu ścieżki przez duchy:

  Powyższe zjawiska uzbierałem z forum mieszkańców Gminy Izabelin, z grona dotyczącego parapsychologii, z parapedii i innych linków. Czasem wzajemnie się wykluczały, na dodatek ich mnogość była wręcz niesamowita.
    We wtorek nadmieniłem Rafałowi w pracy, że jest takowe miejsce i to bardzo blisko Warszawy. Złapał bakcyla i wspólnie zaczęliśmy się nakręcać i dzwonić po znajomych, żeby pojechać i przekonać się jak to naprawdę jest.
   
    Późnym wieczorem w sobotę (parenaście minut po 20.00) zjawia się trzech jeźdźców pod Pomnikiem Syrenki: Paweł, Matus oraz ja. Po drodze dołącza do nas Rafał oraz Piotrek. Mamy do pokonania raptem około 45 kilometrów.
    Nie spieszymy się, jazdę umilamy sobie pogawędką, co skutkuje czasem gubieniem drogi. Dopiero około 22.00 wjeżdżamy do Lasek. W związku z nieobecnością Damiana dysponującego sprzętem GPS, musimy bazować na skrawku mapy oraz opisie osoby już tam będącej. Matus ma GPS'a w komórce, jednakże daleko mu jest do profesjonalego sprzętu Garmina z mapami. Zaczepiony młodzieniec na skuterze wskazuje nam drogę do Zakładu dla Ociemniałych. Stamtąd zaczyna się punkt początkowy opisu prowadzącego do Duchnej Drogi według relacji w internecie. Mianowicie instruktaż dojścia do niej wygląda następująco:

    "Idziesz z Lasek ulicą Brzozową w kierunku Sierakowa, po przekroczeniu zielonego szlabanu (uściślam zielono-biały) na wysokości końca muru Zakładu dla Ociemniałych, jeszcze jakieś 300 metrów prosto (okazało się, iż ponad 1 kilometr). Dochodzisz do małej polanki (a raczej skrzyżowania dróg), łatwo poznać, bo po prawej stronie stoi znak "Droga pożarowa nr 49". Przy polance (a tak naprawdę skrzyżowaniu) druga w lewo to właśnie Duchna i dalej 200-300 m prosto i po prawej powykręcane drzewa (a dokładniej brzozy). (...) Pierwszą w lewo dojdziesz do końca ulicy Tetmajera w Izabelinie."

    Powyższy opis sprawdza się, za co serdecznie dziękuję nieznanemu autorowi!

    Niestety, nie dane nam jest odczuć choć jednego zjawiska z wyżej wymienionych. A kusimy i to mocno, stając na kilkuminutową przerwę na samej Duchnej Drodze. Nic się nie dzieje, nic nie było czuć. Poskręcane brzozy faktycznie robią wrażenie w świetle rowerowych lampek, ale nic poza tym. Zawiedzeni wjeżdżamy do Izabelina.
    Piotrek, chcąc urozmaicić drogą powrotną, kieruje nas na kompletne odludzia i błotne drogi. Kończy się to dla niego bardzo źle, gdyż jadąc na przedzie nie zauważa głębokiego rowu na około 50 cm - prawie całe przednie koło zanurza mu się w wodzie. Na szczęście rów jest na tyle wąski a Piotrek ratuje się z opresji efektownie wyskakując z siodła, iż doznaje jedynie obtarcia ręki o płytę betonową (która zapewne ma za zadanie wzmacniać owy rów) oraz moczy znacząco swe ubranie. Na szczęście jest w miarę ciepło, dojeżdżając do domu ma już prawie suche ubranie.
    Dalej pędzimy ile fabryka dała po gładkim asfalcie. Ulice puste, bo "Warszafka" wyjechała do domów. O północy jestem w domu, mając na liczniku 50,73 km z całkiem dobrą średnią 19,18 km/h. Zarejestrowana prędkość maksymalna przekracza 40,5 km/h, co jest zasługą ładnej prostej i naszego współdziałania podczas jazdy w celu wykorzystania aerodynamiki i osłony przed wiatrem.
    Podsumowując, warto się przejechać i obalić mit, choć, jak mówią, są trzy godziny, w których duchy się 'budzą": północ (bo chyba tak się utarło i cała magia zmiany dnia w noc), pierwsza w nocy (bo duchy się już przebudziły) oraz godzina trzecia (gdyż jest odwrotnością 15stej po południu, kiedy zmarł Jezus czyli tzw. godzina Szatana).
    W wyprawie prócz mnie udział wzięli: Paweł, Piotr, Matus, Rafał.