390 km w dobę          skan_licznika

Pozostali uczestnicy: brak, wyprawa samotna

Statystyka (dzień 2021-07-07, środa): 
388,73 km, czas jazdy 16 godzin 36 min, av. 23,40 km/h, max. 46,64 km/h, czas odpoczynków/przerw 3 godziny 24 min
blisko 3500m przewyższeń, max. wysokość ponad 230m,
ilość spalonych kalorii około 11 000 kcal

Mapa - pojechałem w 98% zgodnie ze szlakiem trasy "Zielona siódemka" dostępnej na https://www.zielona7.pl/ która reklamuje się pod opisem jako "trasa rowerowa, wyznaczona przez mało ruchliwe drogi asfaltowe, łącząca Warszawę z Trójmiastem. Naszym głównym celem było stworzenie ciekawego i alternatywnego pomysłu na urlop czy wakacje. Wybierając się zieloną siódemką na wypoczynek, można połączyć z aktywnym spędzaniem czasu i poprawą swojej kondycji fizycznej i zdrowia. Wycieczka rowerowa jest też doskonałym sposobem na spędzenie czasu na łonie natury oraz poznanie nowych malowniczych miejsc, które na co dzień omijamy". Oczywiście mało kto bierze pod uwagę przejazd tą trasą w jeden dzień ;-)

mapa_300km

Dziennik
   Pomysł pobicia rekordu z 2014 roku chodził za mną już od roku. Tym bardziej, że nie zanosiło się na dwutygodniowy wypad na sakwy w roku 2021 i trzeba było zrobić coś nietypowego.
   Pod koniec czerwca zacząłem rozglądać się za terminem. Sprawdzałem możliwości logistyczne w domu i w pracy, pogodę i wiatry. W końcu udało się! Środek tygodnia, dzień jeszcze długi (choć już się skraca). Kupiłem węższe opony, aby sobie pomóc. Odwrotu nie było. Dzień wcześniej kupiłem bilet PKP i opłaciłem rezerwację w hostelu w centrum Gdańska.
    Z pomocą kolegi z pracy udało się wgrać szlak trasy do OsmAnd, co okazało się bardzo dobrym posunięciem. Zaoszczędziłem dobre 30 minut przez cały dzień nie zastanawiając się na krzyżówkach czy dobrze jadę.   
    Kładę się o w pół do 23-stej i nawet szybko zasypiam. Pobudka o 3:30. Jest już dość jasno o tej godzinie w tej porze roku. Szybkie śniadanie, ostatnie sprawdzenie rzeczy i w drogę - jest parę minut przed czwartą. Pogoda idealna - krótki rękaw, lekki wiaterek, jedzie się idealnie.

start1start2
     
    Jadę na Nowy Dwór Mazowiecki przez Dziekanów Polski i Łomnę. Napotykam po drodze dwóch rowerzystów - ciekawe dokąd jadą o tak wczesnej godzinie? Pierwsze 60km jadę dobrze znanymi mi drogami, więc nawet nie włączam smartfonu. Odpoczynki robię co 30 km, więc nawet kilka km przedłużam jazdę, aby mieć dodatkowy czas na odpoczynek, choć te 7 minut mija niezauważalnie. Pierwszą setkę odnotowuję kwadrans po ósmej. Czuję się dobrze, tempo blisko 26km/h, brak wiatru.

przed_modlinempierwsza_setka


podczas_jazdypodczas_jazdy_film

    Postanawiam nie szukać wody w gospodarstwach, aby było szybciej kupuję wodę w sklepie - takie odstępstwo od moich standardów ;-) Wypijam przez cały dzień ponad 10 litrów wody, w tym litr z elektrolitami. Za Mławą natrafiam na dość ruchliwą drogę wojewódzką nr 544. Szczęśliwie tylko kilkanaście kilometrów nią przejeżdżam i wjeżdżam w boczne drogi. Szlak jest poprowadzony dość dobrze i nawet kolarką da się trasę przejechać - drogi utwardzone (szutrowe) stanowią jedynie 2km z całej trasy. Reszta to asfalt, oczywiście różnej jakości, ale zazwyczaj niezły.

druga_setka

    Druga setka rodzi się w bólach (kwadrans po 13-stej) - przy 180km mam kryzys (zresztą podobnie jak 7 lat temu), który ciągnie się blisko 20km. Tempo mi spada do 22-23km/h, serce zaczyna gorzej pracować, brakuje mi tchu. Nogi czy też plecy nie bolą, tyłek też nie, tylko jakby powietrza za mało w płucach. Zatrzymuje się na blisko kwadrans, prowadząc szczerą rozmową z sercem, które zaczęło strajkować i przestań pompować krew. Dyskusja trwa długo, wysłuchuję argumentów uważnie, większość z nich jest zbyt prywatna, ale obiecujemy sobie poprawę z obydwu stron :-) Parę kilometrów później po kryzysie nie ma śladu. Począwszy od około 200km przez najbliższe 90km jadę szybciej niż poprzednią setkę. Może ma też znaczenie lekki spadek terenu i zelżenie upału, choć ten naprawdę nie wdaje się mi szczególnie we znaki. Rezygnuję z sandałów spd na rzecz zwykłych butów spd z racji ich większej sztywności i nie żałuję - noga oczywiście się bardziej spociła, ale pewność jazdy była większa.
    Za Ostródą trafia mi się fajny, dłuższy i zalesiony odcinek drogi. Mimo krętej i dość pagórkowatej ścieżki jedzie się przyjemnie. Natrafiam po drodze na jeziorko miłe dla oka i postanawiam się pobyczyć przez te 10 minut!

 za_Ostrodaza_ostroda_1

Począwszy od około 290km jedzie mi się znacznie gorzej - czuję już zmęczenie nóg, a to jeszcze stówka do przejechania. Wiatr, dotychczas nie przeszkadzający, a czasami nawet pomagający, zaczyna wiać przeciwnie do jazdy i się wzmaga. Ledwo doczłapuje się do sklepu mając prawie równe 300km - jest kwadrans po 18-stej. Podczas postoju zaczynam zdawać sobie sprawę, że się nie wyrobię do hostelu przed 23:00 (do tej godziny jest czynna recepcja) i jednocześnie zrobić 400km. Postanawiam jechać zgodnie ze szlakiem i nawet jakby to było jedyne 370km to na tym już raczej zakończyć podróż.

trzecia_setka

Do Elbląga jakoś się doczłapuje, ale tempo zaczyna zauważalnie mi spadać, droga przez miasto okazuje się wieść ścieżkami rowerowymi, które są poprowadzone jak w W-wie jeszcze 10 lat temu - chaos i niewygoda. Dodatkowo zaczyna wiać mi w twarz i to dość silnie. Za Elblągiem jadę drogami wojewódzkimi 502 i 501, ale praktycznie bez ruchu samochodowego. Koło Mikoszewa zaczyna mnie to martwić. Czeka mnie przeprawa przez Wisłę - myślę sobie jednak, że niemożliwe, że jest prom na drodze wojewódzkiej, do tego nieopatrznie trasa szlaku zasłania mi widok przeprawy promowej i ostatecznie przyjeżdżam na przystań promową ok. godziny 21:40 kiedy ostatni prom odpłynął o 21:00 ! Jestem załamany, bo nastawiłem się na ostatni odcinek 20paru km do hostelu, a tutaj wpada mi dodatkowe 15 km. Lament trwa krótko, bo się ściemnia. Szybko biorę się w garść i pędzę ile w sił w nogach prosto na południe, aby przejechać na drugą stronę Wisły wzdłuż S7 w okolicach miejscowości Kiezmark. Odcinek między Mikoszewo a Kiezmarkiem pokonuję z prędkością znacznie przewyższającą moją średnią z tego dnia - chcę zrobić jak najwięcej kilometrów jeszcze jak coś widać.
    Przeprawiając się na drugą stronę Wisły jest grubo po 22-giej i ciemno. Dzwonię do hostelu, że nie uda mi się przyjechać przed 23:00 i udaje nam się znaleźć rozwiązanie tegoż faktu :-) Mam dobre oświetlenie z przodu, więc jedzie się w miarę komfortowo i bezpiecznie boczną drogą wzdłuż S7 - przeszkadza oczywiście tylko hałas z ekspresówki. Już od dwóch godzin zauważam ciemne chmury i niekiedy spada parę kropel, ale niedługo za Kiezmarkiem zaczyna padać. Na początku dość nieśmiało, a później już siarczyście. Nie mam ochronki na smartfona, więc przez parę kilometrów jadę "na wyczucie". Na szczęście deszcz jest dość ciepły. 10km przed miejscem docelowym zatrzymuje się na przystanku, aby nieco odsapnąć. Jem ostatniego batona i wypijam całą wodę. Jestem już bardzo zmęczony, ale adrenalina trzyma "przy życiu" - zostało mniej niż 10km! 3km przed hostelem zatrzymuje się na stacji po gorącą herbatę i zapiekankę - stawia mnie to na nogi tak, że mógłbym dalej jechać ;-)
    Do hostelu docieram parę minut po północy. Bez problemu wchodzę do środka i znajduję swój wieloosobowy, koedukacyjny pokój. Rezygnuję z kąpieli nie chcąc obudzić współlokatorów. Zasypiam w 30 sekund...
   
koniec

    Śpi mi się dobrze, ale muszę wstawać, bo pociąg odjeżdża o 10:00. Wstaję przed 08:00, kąpie się, zjadam śniadanie i jadę na dworzec, od którego dzieli mnie 1,5km. Specjalnie tak wybrałem blisko hostel, abym nawet na kolanach mógł dojść na niego ;-)
    Podróż pociągiem mija przyjemnie - mam miejsce siedzące i jest wygodnie. Jedzie się szybko - po niespełna 3g30m jestem na W-wie Wschodniej.

    Czy udało się? Tak, udało się!

    Czy powtórzę wyczyn i złamię kolejną barierę, np. 500km? (teoretycznie do zrobienia w dobę) Raczej nie.

Koszty

- bilet PKP Lubomirski Gdańsk-Warszawa (ok. 50 PLN z rowerem ze zniżką 33% ze względu na Honorowego Krwiodawcę Krwi)

- żywność i zakupiona woda podczas trasy: ok. 40 PLN

- nocleg w Gdańsku: 70 PLN

RAZEM 160 PLN + zakupione wcześniej opony z dętkami 700x28, które spisały się znakomicie [+118 zł]

opona2opona1

Spis rzeczy, które polecam wziąć ze sobą na taką wycieczkę:

- 6 batonów energetycznych/proteinowych

- cukierki kopiko z kofeiną

- 4 saszetki elektrolitów + multiwitamina rozpuszczalna do smaku wody

- łatki i klej (ew. dętka)

- 2 bidony po 1 litr

- 2 banany

- apteczka (łatwo o kraksę przy takim wyczerpaniu, nie waży dużo)

- kawałek papieru toaletowego (uwierzcie mi, może się przydać mimo, że jelita teoretycznie "stoją" przez cały okres jazdy)

- oświetlenie przód+tył

- krem przeciwsłoneczny 50-tka

- pendrive z muzyką

- powerbank, choć jeżeli ktoś włączy oszczędzanie energii i będzie offline to bateria powinno mu starczyć do samej nawigacji

- smartfon z wgranym szlakiem drogi np. w OsmAnd [przydałby się też uchwyt na kierownicę, aby mieć ciągły podgląd na trasę w stosownych chwilach, np. podczas przejazdu przez mniejsze miejscowości]

- chusteczki odświeżające (dla komfortu pozostałych podróżnych w przypadku powrotu PKP bez kąpieli)